JADŁOSPIS
HOME
SIEĆ ŚMIECHu
TIDA TIDA
DOWCIPY
NAGROBEK
NASZE GIERce FLASHOWE
GANJA SWEEPER
TETRIS
KIKUGI
MEDIA
FLASHKI
TEXTy
TWÓJ KOMP W NOCY
EWOLUCJA MÓZGU
ZATRUDNIMY
PIES SIĘ ZESRAŁ
TEKSTY
KUBUŚ PUCHATEK
MUMINKI
JAJA W ZESZYTACH
POEZJA
PAMIĘTNIKI
PYTANIA
GRAFFa
GALERIA ŚMIECHU
UNTITLED-COMICS
REAL LIFE PL
DEFORMATOR TWARZ
KARYKATURY
KROWY W ASCII
PIERDY
KSIĘGA GOŚCI
ZAMÓW MAILa
POWIADOM ZNAJOMEGO
o SMIECH.NET
AUTORzy
WSPÓŁPRACA
Kalkulatory online


SMIECH.NET
tworzy ekipa z
3RedAnts Studio



Inne nasze strony:
mms
calculla.pl
calculla.com
tooschee
 TEXTY

NOWE
Moja wersja piekła
Arxel Entering The Matrix
Komarzyca i kornik
Życie na Marsie
Byłem w niebie
Rodzaje gówna
Matrixo-maniak
O woskowaniu łodzi
Lokatorka
Czerwony K-ptueq
Matura z polskiego i fizyki
Pytania z matury w Pruszkowie
PARODIE
Hobbit - tam i z powrotem
Historia króla Artura
PRZEKRĘTY
Życiowy przekręt
Rękawiczki
Podanie o pracę
ZDZIERKA Z...
Antyreklamy
Rady dla początkujących kierowców
Hodowla mężczyzn
Analiza chemiczna kobiety
Automatyczne sekretarki
Jak korzystać z bankomatu
Katolicki regulamin uprawiania sexu
Zabawa dziurkami
Zasady golfa sypialnego
PYTANIA
Jaki jest typ twojej partnerki?
HISTORYJKI
ONLY ONE
Blokada rolnicza
Historia aniołka
Jej pierwszy raz
Komunikaty wojenne
Korzystanie z ubikacji na uczelniach
Krześlak
Lądowanie na księżycu
Leć
List od matki
Moja codzienna droga do szkoły
Raport z wypadku
Stworzenie Świata
Wyprzedzanie
SPORT
Scenariusz meczu
Powiedzonka komentatorów
ODZYWKI
Odzywki
Odzywki nauczycieli
WYLICZANKI
10 przykazań szczęśliwego człowieka
30 zdań które może powiedzieć KOBIETA gołemu mężczyźnie
Dlaczego kura przekroczyła ulicę
Dzienniczek ucznia
Jesteś zmęczony?
GRAFITTI
Ogłoszenia parafialne
Opisy wypadków
Polowanie na słonia
Religie
Skala sily wiatru
Użytkownicy komputerów
W temperaturach
Z notatnika milicjanta
INNE
Modlitwy kulinarne

Parodystyczne streszczenie powieści "Hobbit, czyli tam i z powrotem" przez Bul'a uczynione

Autor: Bul 29.01.2003
e-mail: bul01@wp.pl

W pewnej norze ziemnej mieszkał pewien hobbit. Nora była brudna i panował tam gorszy syf niż w trzecim świecie. Wszędzie rozwieszone były pajęczyny. W oknach straszyły resztki szyb. Drzwi były wyrwane z zawiasów, a przed nimi leżał w kupie odchodów zdychający pies. Na ścianie budynku widniał napis sprayem: "FC SHIRE HOOLIGANS".
Ów hobbit był bardzo zamożnym hobbitem, a nazywał się Baggins, Bilbo Baggins. Na swoich polach hodował najlepsze w okolicy ziele fajowe. Całe dnie siedział w norce, palił blanty, oglądał pornole i masturbował się. Pewnego dnia zwalił mu się do chaty bezdomny Gandalf i dwunastu krasnoludów przybłędów, pod dowództwem Thorina Dębowej Pały. Podczas całonocnej biby opowiedzieli przerażającą historię. Parę lat temu skroił ich z kasy smok Smaug. Krasnale szukali go przez lata, ale się skubany ukrywał. Pomógł im dopiero znawca dworcowych ławek i śmietników Gandalf i wskazał miejsce ukrycia. Teraz przyszedł czas na zemstę. Trzeba dojebać Smaugowi i odebrać z nawiązką skradzioną forsę. Krasnale dobrze napieprzają się bejzbolami, ale potrzebny jest im ktoś władający biegle łomem. Taką osobą był właśnie Baggins, znany w całej okolicy włamywacz, dymiarz i paliwoda.
Rankiem Bilbo obudził się z tzw. syndromem dnia poprzedniego. Czuł się, jakby mu ktoś rąbnął drągiem w łeb. Suszyło go niemiłosiernie. Chciał strzelić sobie klina, ale okazało się, że przebrzydłe kurduple opróżnili mu całą piwniczkę wina. Zostawili też kartkę, by dołączył do nich w najbliższej knajpie. Bilbo tak też uczynił. Złapał swój zaufany łom i wybiegł z chatki na spotkanie przygodzie.
Droga okazała się długa, zygzakowata i bardzo najeżona pułapkami w postaci małych kamyczków i dziur. Po wielu zaliczeniach gleby dotarł jednak do celu. Drużyną Thorina właśnie szykowała się do wymarszu. W karczmie też już nie została ani kropelka alkoholowego płynu. Bilbo strasznie się wkurzył i chciał już zrezygnować, ale czarodziej zdzielił go laską przez łeb i hobbit poszedł lulu. Paru krasnali wzięło go i ruszyli.
Posuwali się wolno. Niektórzy z trudem utrzymywali równowagę, a tu jeszcze trzeba było nieść spasionego niziołka. Nastała noc. Drużyna spostrzegła światło ogniska w oddali. Głodni i spragnieni udali się w tamtym kierunku. Przy ogniu ogrzewały się trzy trolle-dresiarze. Czas umilali sobie pociągają co chwila łyk jabcoka z beczułki. Gandalf, jako znakomity dyplomata (wielokrotnie wykręcił się dworcowej policji), poszedł spytać, czy mogliby się przyłączyć. Trolle okazały się jednak strasznie hamowate. Nie miały zamiaru dzielić się z bandą wyrostków. Bezdomniak został więc zmuszony do użycia bardziej drastycznej metody. Pokazał im zdjęcie swojej teściowej topless. Trzy sympatyczne trolle nie zniesły takiego widoku i skamieniały. Beczka została zdobyta.
Następnego dnia rankiem ocknął się z zamroczenia Bilbo. Leżał wśród dwunastu nabrzdryngolonych krasnali w pedalskich czapeczkach oraz starego Gandalfa w ciuchach z lumpeksu. Zbudził ich i wyruszyli w dalszą drogę - do Rivendell, domu Elronda znanego z zajebistych libacji i produkcji wina z liści mallornów.
Dotarli na miejsce w godzinach popołudniowych. Wszyscy się ucieszyli, ponieważ właśnie trwały przygotowania do imprezki. Elfy turlały beczki z jabolem, nosiły worki zioła fajkowo - lufowego. O zmroku wyszedł sam wielki Elrond Półefl i dał sygnał do rozpoczęcia biby. Wszyscy chlali, bakali, ruchali ile wlezie. Gandalf zapinał od tylca Arwenę - największą dupodajke w całym Śródziemiu. Ta, jako że była doświadczona w te klocki, robiła jednocześnie laskę Bilbowi, a rękoma obsługiwała jeszcze rozporki dwóch nieznajomych elfów. Poza tym ukończyła parę lat wcześniej Uniwersytet w Lothlorien na wydziale Kurestwa, kierunek prostytucja stosowana oraz dwa fakultety o dziwnie brzmiących nazwach: szerokie usta i sprawne ręce. Krasnoludy najbardziej lubiły bawić się we własnym towarzystwie. Na środku sali utworzyli koło. Thorina posuwał w dupę Dwalina, Dwalin posuwał Balina, Balin Oriego, Ori Noriego, Nori Filego, Fili Kilego, Kili Oina, Oin Gliona, Gloin Bifura, Bifur Bofura, Bofur Bombura, a Bombur Thorina. Wszystko zostało "w rodzinie".
Następnego ranka drużyna ponownie wyruszyła w drogę. Zaczęło cholernie lać, więc postanowili schronić się w jaskini. Szybko zwarzyli się otrzymanym od Elrona winem i poszli kimać. Bilbo miał takiego pecha, że swoją ciężką dupą usiadł na jakiejś bardzo słabej skale i zapadł się z nią w głąb jaskini. Zsuwał się wąskim tunelem, aż w końcu wpadł do komnaty o dziwo zamieszkanej przez stado orków. Los chciał, że hobbit był tak okrągły, że poturlał się po podłodze komnaty i przewrócił kadź, w której pędzony był bimber. Kilkadziesiąt litrów czyściutkiego, smaczniutkiego napoju rozlało się. Rozwścieczone orki schwytały Bagginsa i zaprowadziły go do swego władcy. I tu znów Bilbo miał takiego pH w ustach, że jednym oddechem powalił cały oddział przeciwników razem z Wielkim Goblinem na czele. Jedynym wyjściem z sytuacji było wianie. Tak też zrobił. Potknął się jeszcze w międzyczasie o leżący magiczny pierścień. Zabrał go i biegł tunelem ile sił w nogach. Wybiegł u podnóża góry i natknął się na idącą dalej kompanię Thorina. Krasnoludy nie ucieszyły się zbytnio z tego spotkania. Początkowo myśleli, że hobbit będzie dobrym towarzyszem wyprawy, ale zaczęło ich wkurzać to, że potrafił wypić trzy razy więcej od zwykłego krasnal. Do białej gorączki doprowadzało ich, że musieli się z nim dzielić winiakiem i zielem fajowym.
Szli dalej. Po paru dniach odłączył się od nich Gandalf. Dmuchając Arwenę złapał chyba jakiegoś syfa. Całe dnie drapał się i pluł na pytę, ale to nie pomagało. W końcu postanowił udać się do Sarumana - najlepszejszego ginekologa po zachodniej stronie Gór Mglistych. Drużyna tymczasem dotarła do domu Berona. Jednogłośnie postanowili ominąć to miejsce, gdyż o Beronie krążyły różne opowieści. Mówiono, że współżyje z wszelakimi żywymi stworzeniami, od pszczół poczynając na koniach kończąc. Wszystko potrafił wyruchać, taki był z niego kozak, a tak właściwie to pół-człowiek, pół-niedźwiedź. Krasnale bały się więc o swoje dupy, gdyż nie lubiły obcych członków w swych odbytnicach - tylko krasnoludzkie.
Ominęli dom Beorna szerokim łukiem i wkroczyli do Mrocznej Puszczy. Podczas nocnego biwaku znów schlali się winem od Elronda. Gdy drzemali sobie napadły na nich elfy. Wszystkich związali i zabrali do pałacu króla leśnych elfów. Na miejscu okazało się, że córka króla ciągle ma ochotę na to, by ją ktoś posuwał. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że określenia smok, paszczur, pasztet bardzo delikatnie obrazowały jej urodę. Król musiał łapać jeńców, by to oni posuwali królewnę. Każdy z krasnoludów miał dymać ją ile wlezie. Ci jednak nie chcieli się na to zgodzić, nawet pod groźbą śmierci. Cenili przecież tylko własne towarzystwo. Na pierwszy ogień wysunęli więc Bilba. Mały hobbit stanął jak wryty, gdy zobaczył córkę króla. Nigdy jeszcze nie widział czegoś tak szkaradnego, odtrącającego. Przypomniał sobie jednak o magicznym pierścieniu, który znalazł w jaskini. Myślał, że zniknie, ale nic takiego się nie stało. Wpadł wtedy na pomysł. Założył go sobie na druta. W tym momencie stała się rzecz, której nikt się chyba nie spodziewał. Pierścień okazał się rzeczywiście magiczny. Fiut małego hobbita urósł do rozmiarów tysiącletniej sekwoi. Bilbo poczuł w sobie ogromną energię i dopioł królewnę. Po kilku minutach jej cipa miała dość. Ryczała, krzyczała, wzywała pomocy, ale nikt nie nadchodził. Baggins wyruchał ją koncertowo. Od tej pory dziołcha ta przestała się kurwić. Król w nagrodę wypuścił drużynę Thorina i na drogę podarował jej kilka beczułek znakomitego elfickiego wina. Bilbo stał się bohaterem, wzorem do naśladowania dla zarozumiałych krasnali. Wyruszyli w dalszą podróż.
Po wyjściu z Mrocznej Puszczy skierowali się do miasta Esgaroth. Tam znów urządzili sobie kilkanaście dżamprez mocno intensyfikowanych winem. Dołączył do nich również Gandalf. Po wizycie u Sarumana Ginekologa zaszła w nim jakaś dziwna zmiana. Jego głos stał się jakiś bardzo cienki. Chłop przestał się oglądać za dupami, choć wcześniej żadnej szparki nie przepuścił. Pewnego razu Bilbo spostrzegł, że Gandalf sika na siedząco ! Baggins odkrył prawdę. To było za dużo, jak na zwykłego hobbita. Razem z krasnoludami postanowili wyrzucić czarodzieja z drużyny. Nie chcieli zadawać się z kastrowaną ciotą. Wynieśli się też czym prędzej z Esgaroth. Nie chcieli być dłużej postrzegani, jako przyjaciele i towarzysze kastrata. Udali się w końcu do kryjówki Smauga - celu swej długiej wędrówki.
Po kilku dniach stanęli przed otworem. Wyjęli swoje killerskie gadżety - krasnale bejzbole, a Bilbo łom. Zaczęli wyzywać smoka od najgorszych. Pragnęli konfrontacji. Krzyczeli, krzyczeli, krzyczeli. Na nic się jednak zdały ich nawoływania. Stali bowiem nie przed pieczarą smoka, a przed ujściem jego odbytu. Smaug cały czas sobie drzemał i nawet nie zdawał sobie sprawy, że dwanaście krasnali i jeden niziołek chcą go skroić. Drużyna miała pecha, bo smok zjadł coś nieświeżego dzień wcześniej. Puścił cichacza. Dla niego był to mały, nieznaczący nic pierd. Dla zgromadzonych pod jego dupą żądnych zemsty mścicieli był to cios śmiertelny, niczym bomba atomowa. Thorin, Balin, Dwali, Fili i Kili nie mieli szczęścia. Śmiercionośna chmura objęła ich najszybciej i nie udało im się z niej wydostać. Pozostała część drużyny przeżyła, ale straciła ochotę na wojowanie. Przerażeni potęgą smoka wrócili do domów.
Bilbo znów zaczął przesiadywać całe dnie w fotelu paląc zioła fajkowo - lufowe. Została mu jednak mała pamiątka - pierścień. Nie jest to już jednak historia tej książki.

Koniec

ki.

Koniec








o nas | współpraca | kontakt | Kemu Studio

Copyright © 2000 - 2008 by Kemu Studio



Twńj IP:3.235.159.8