JADŁOSPIS
HOME
SIEĆ ŚMIECHu
TIDA TIDA
DOWCIPY
NAGROBEK
NASZE GIERce FLASHOWE
GANJA SWEEPER
TETRIS
KIKUGI
MEDIA
FLASHKI
TEXTy
TWÓJ KOMP W NOCY
EWOLUCJA MÓZGU
ZATRUDNIMY
PIES SIĘ ZESRAŁ
TEKSTY
KUBUŚ PUCHATEK
MUMINKI
JAJA W ZESZYTACH
POEZJA
PAMIĘTNIKI
PYTANIA
GRAFFa
GALERIA ŚMIECHU
UNTITLED-COMICS
REAL LIFE PL
DEFORMATOR TWARZ
KARYKATURY
KROWY W ASCII
PIERDY
KSIĘGA GOŚCI
ZAMÓW MAILa
POWIADOM ZNAJOMEGO
o SMIECH.NET
AUTORzy
WSPÓŁPRACA
Kalkulatory online


SMIECH.NET
tworzy ekipa z
3RedAnts Studio



Inne nasze strony:
mms
calculla.pl
calculla.com
tooschee
 KUBUŚ PUCHATEK


WSTEMPNIAK
ROZDZIAŁY
0: PHANTOM TENTACLE
1: MOSSAD ATTACK
2: RULERZ OF WORLD
3: SILENT OF LAMBS
4: MISTERIES OF RAIN
5: FINAL CONFLICT
6: SATAN'S VISIONS
7: POLITICAL FICTION
8: COOL WAR
9: MERRY X-MAS
10: VOODOO PEOPLE
11: FLEW OVER NEST
12: WHERE IS BECON?
13: KILLING FIELDS
14: THE BLACK CASE
15: SATURDAY NIGHT
16: FOLLOW THE RABBIT
17: THE GREEN POWER
18: NEVER DRINK...
19: ALIEN
20: PEOPLE IN SPORTS
21: SHOPPING & FUCKING
22: WOMEN ARE HOT!
23: SYMPATHY 4 DEVIL
Bul's shit
24: GUESS WHO'S BACK
25: HARD TIMES
26: DREAM OF X-MAS
27: PILGRIM DEVASTATION
28: TO BECOME A STAR
29: TERROR FROM WESTERN EUROPE
30: MYSTERIOUS PERSON IN FUNNY HUT
SN's story
KLECHA's INTRUSION
Poza serią:
NEVER ENDING STORY

CZĘŚĆ 27: PILGRIM DEVASTATION
by BUL


Trwało sierpniowe południe. Słońce grzało niemiłosiernie, kwiaty pachły, ptaki latały, a motyle fruwały. W mediach ucichły spory spowodowane przypłynięciem statku - kliniki aborcyjnej. Jednak od tego czasu każde pojawienie się jakiegokolwiek statku wywoływało w mediach burzę - ot taki sposób niekontrolowanej reklamy. Powielając pomysł można było dorobić się całkiem niezłej kasy. Paskudni kapitaliści z Zachodu wykorzystali tę sytuację. U naszych wybrzeży pojawiały się więc, statek - dentysta, statek - psycholog, statek - fryzjer itp. Pojawił się nawet pływający odpowiednik baru "Świeżonka*", ot tak, dla prawdziwych wilków morskich. Wielkimi krokami zbliżał się dzień jakże znaczący - 15 sierpnia. Z tej okazji do Przenajświętszej Częstochowy ciągnęły z całej Polski grupy spragnionych metafizycznych i transcendentalnych przeżyć pielgrzymów. Zostawiały za sobą kilogramy śmieci, igieł, strzykawek i zużytych prezerwatyw. Na swojej drodze tratowały wszystkie miasta, nie oszczędzając żadnego obywatela, ani źdźbła trawy. Czy w przypadku Stumilowego Lasu sytuacja miała się powtórzyć ?
Jak już wspomniałem trwało sierpniowe południe. W chatce Puchatka spała sobie smacznie cała ekipa. Sen ich był twardy, albowiem poprzedniej nocy zalali się w bambus hektolitrami ukochanego Heraclesa. Nagle przez otwarte okno do ich uszy zaczął dochodzić jakiś skowyt. Z każdą minutą stawał się coraz głośniejszy i wyraźniejszy. Zbudziło to wszystkich.
- Co się kurwa dzieje ? - zagaił rezolutnie Kubuś.
- Świniaka jakiego ktoś zarzyna, czy co - wtórował Królik - sorki Bekon.
- Trza kruca looknąć - wywnioskował Prosiaczek.
- Ty - zwrócił uwagę Tygrys - coś ostatnio dużo wieśniaczysz.
- A, bo to takie ekologiczne - zripostował Prosiak, po czym cała ekipa wysypała się przed chatkę.
Ich oczom ukazał się przerażający widok. Nadchodziła pielgrzymka. Zaraz miała przybyć i rozłożyć się na popołudniowy odpoczynek. Pech chciał, że wybrali akurat dużą łąkę przed chatką Puchatka.
Ekipa ze Stumilowego Lasu stała i oczekiwała na rozwój sytuacji. Kłapouchy załadował shotguna, Prosiaczeki uzi, Tygrys wyciągnął jakiegoś brecha. Stała, stała i się doczekała. Pielgrzymka przybyła i od razu rozpoczęła robienie czegoś przypominającego kołchoz, sofchoz, kibuc i stajnię w jednym. Ludzie porozkładali swoje manatki na ziemi. Z ich rozmów można było wywnioskować, że mają zamiar tu trochę odpocząć i zjeść małe co nieco.
Puchatkowa drużyna zamiast rozpędzić to całe tałatajstwo, uznała, że z takich buraków będzie można się nieźle pozlewać. Ujrzeli bowiem wielu ludzi o twarzach nieskalanych myśleniem, w ciuchach marki Odidas, Roland, Denri oraz butach Filfa i Kuna. 99,9 % obecnych dziołch było tak szkaradnych, że ich widok potrafił zemdlić największego ruchacza, nawet takiego, którego dewizą życiową jest: "potwór, nie potwór, byle miał otwór". Dużej części z nich twarze wyglądały, jak rozbebłane łóżko, paszcza hipopotama lub tyłek nosorożca. Jedna tylko panienka była warta uwagi. Tygrysek od razu zaproponował jej, by dała mu głowy, ale ona tego chyba nie zrozumiała.
Porozkładani na trawie pielgrzymi wyjęli w tym czasie żarcie i zaczęli je pałaszować. Dominował salceson ozorkowy, baleron i pasztetowa. Dla uczestniczących w podróży klechów przygotowano oczywiście osobny posiłek. Ksiądz nie może bratać się przecież z chołotą. Nie zabrakło tak powszechnych pożywień, jak łosoś, kawior z bieługi i szampan z Szampanii.
Po skończonej wyżerce przyszedł czas na rekalsowo-rekreacyjne czynności. Jakieś dwa łebki zaczęli podawać do siebie piłkę.
- Ciorej bala - krzyczał jeden do drugiego.
Inni zaczęli fałszować jakieś skoczne piosenki. Skowyt był niesamowity, prawie taki, jak na koncercie Aż Troje lub innego Bajer Fula. Do coraz bardziej fkurfionej całym tym burdelem ekipy ze Stumilowego Lasu podeszli jacyś dwaj studenci:
- Jesteśmy ze wspólnoty akademickiej i pragniemy każdego dnia zapraszać Chrystusa do naszego życia studenckiego. W naszym studiowaniu, w pracy, chcemy cały czas iść za Chrystusem !!! Jako wspólnota spotykamy się w małych grupach - objaśnił pierwszy.
- Chodźcie z nami - zaczął drugi - Śpiewajmy razem kanony oraz rozważajmy Pismo Święte. Prowadźmy punkty przygotowań do wyjazdów na Europejskie Spotkania Młodych. Rozmawiajmy o dojrzałej miłości, sakramencie małżeństwa oraz o współżyciu seksualnym - pięknym darze od Boga. Módlmy się razem z grupą modlitewną "Sapientia Crucis", której patronką jest Św. Edyta Stein.
Puchatkowy zespół zareagował głośnym i łzawym:
- Buuuuaaaahhhaaa, haha, hiiihihie, hueuehheuheu, kkkkkk, aaaaahahahahah
- Owies wam chyba uderzył do głowy - jak zwykle czarnym humorem błysnął Królik.
Kolesie byli widać choć trochę inteligentni, więc zrozumieli, że trafili pod zły adres. Spłynęli ze smutnymi minkami. Tymczasem w kierunku naszych bohaterów zaczęła truchtać jakaś rozsypująca się staruszka.
- Niech będzie pochwalony chłopcy ! - powiedziała babina - Czy mogłabym skorzystać z waszej toalety ?
- Spierdalaj starucho - nie krył zirytowania sytuacją Prosiaczek.
- Ależ młodzieńcze, jak tak możesz się zwracać do bliźnich. To nie po krześcijańsku - zaczęła rugać baba.
Tygrys już miał wyjąć bejzbola, a Kłapcio szotgana, lecz w tym momencie nadbiegła nasza ulubiona pipa.
- Proszę, niech pani skorzysta z toalety u mnie w domku ! - cieszył się z kolejnego dobrego uczynku Krzyś.
- Skąd ta pipa się tu wzięła ? Przeca wysłałem ją kiedyś w kosmos swoim podkręconym uderzeniem - zastanawiał się Tajger.
- O kurwa, to nie był sen - powiedział, jak najposępniej się tylko dało, Królik.
- Yyyyy ?
- Pamiętacie dwa dni temu, jak waliliśmy ten nowy produkt BabyJagi[tm]...
- Mocny Siepacz - przypomniał wspaniałe chwile Prosiaczek.
- Właśnie - ciągnął przerażony zającopodobyn - Wyszedłem się odlać i zobaczyłem jakieś światło na naszym skromnym pięciohektarowym poletku gandzi. Po chwili podeszły do mnie jakieś dwie świetliste postacie, prowadziły ze sobą Krzysia. Objaśniły mi, że to coś wylądowało u nich na planecie, ale jak go przebadali, to stwierdzili, że trzeba go odesłać. Mówili coś o jakimś programie badawczym "Galactic Wars", że jak obejrzeli dupę Krzysia i jego małego siusiaka, to uznali, że Ziemia jest inna niż przypuszczali, że to jakaś chujowa planeta, na której żyją same dziwolągi i nie warto się nią zajmować.
- Tobie od tego Siepacza to się w głowie kompletnie popieprzyło - rzucił trafną pointą Prosiaczek - Encyklopedia nazywa coś takiego "delirium tremens".
Na tym rozmowa się skończyła. Nasi bohaterowie znów zaczęli przyglądać się pielgrzymom. I w tym momencie ujrzeli chyba najbardziej spasionego czarnego, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Toczył się, bo nie można było tego nazwać chodem. Łatwiej go było przeskoczyć, niż obejść. Pulpet, kotlet, karminadel, sznycel krakowski, baleron, parowóz, Jumbo Jet, Moby Dick, pięciodrzwiowa szafa - to tylko niektóre rzeczy, do których można go było porównać. Jego cielsko zasłoniło słońce i nagle zrobiło się ciemno, jak u Murzyna za piecem o północy. Jeszcze większe zdziwienie wywołał fakt, że ten oto osobnik toczył się do małej, przenośnej toalety ustawionej dla pielgrzymów. Żeby utrzymać jego dupsko, muszla musiała być chyba wykonana z jakiegoś kosmicznego stopu, połączenia tytanu, berylu, kewlaru i duraluminium. Normalny bakelit rozleciałby się w drobny mak. Obserwacje przerwał Królik, zwracając się do Puchatka.
- Ty, widziałeś - zapytał - Jakiś koleś wszedł za twoją chatkę.
- No i co z tego - ze spokojem odparł Kubuś, jednak po chwili - O kurwa, ten kutas pewnie chce nam trochę trawy podprowadzić.
- Poepatować chuja przemocą - wrzasnęli wszyscy i rzucili się w kierunku puchatkowego domku.
To, co tam zobaczyli trochę ich zirytowało i zdezorientowało. Wspomniany koleszka wcale nie podkradał gandzi, ba nawet nie wiedział co to tak sobie ładnie rośnie. On oddawał się czynności zwanej fachowo defekacją, a niefachowo skręcaniem sękacza. Kucał z wypiętym dupskiem i stękał. Puchatkowi trochę ulżyło, ale i tak był porządnie wkurwiony całą sytuacją. Wziął od Kłapcia szotgana i wycelował srającemu kolesiowi w głowę.
- Jak masz na imię ? - zapytał.
- Pa... Pa ... Patryk - wybełkotał przerażony pielgrzymkowicz.
- Oj, rodzice to cię chyba nie kochali. Takie imię ! - robił fizjologiczny wywód tytułowy bohater całej tej wspaniałej serii - Choć z drugiej strony mogli cię jeszcze bardziej skrzywdzić. Mogli ci dać na imię... Filip...
- Albo Krzyś - wtrącił się Prosiaczek.
- Właśnie - kontynuował misiek - A teraz mój drogi Patryczku weźmiesz swoją dupę w troki i spłyniesz stąd, albo tak ci dołożymy, że cię będą musieli do trumny wlewać.
- Ja, ja... ja przepraszam - próbował się tłumaczyć Patryk-Pokrak.
- Zaspawaj wary frędzlu. Trzeci raz nie powtórzę. No, spierdalaj. Mówie wyraźnie.
- Ty no Kubuś. Chyba nie przepuścimy temu jebanemu chujowi, że osrał nasze drogocenne poletko. Ja bym zajebał tego skurwysyna - wtrącił się Tygrysek, po czym szpetnie zaklął.
Srający kmiot miał już spłynąć, ale pech chciał, że z tego całego zamieszania nie wytrzymały mu zwieracze i chłop się normalnie zlał, ze strachu of koz. Mocz lekko umoczył nowe adasie Kubusia.
- Potrzymaj to - podał Kłapouchemu szotguna, po czym złapał za leżącą obok motyką (wiecie, trzeba czymś uprawiać role) i przepięknie rozsmarował głowę pielgrzyma na ścianie. Posoka bryzgała na wszystkie strony. Zrobił to maksymalnie profesjonalnie. Jednym ciosem. Był w końcu silny. Codzienne podnoszenie butelek z Heraclesem i innymi eliksirami wyrabia przeca mięśnie.
- Odwaliło ci. Uprzedź zanim coś takiego zrobisz. Zobacz, teraz cały jestem w tym shicie - powiedział Królik ściągając sobie z futerka kawałki mózgu.
- Fak, fak, fak - wrzeszczał lekko zdenerwowany Kubuś - Dzisiaj trzeba będzie się zalać, jak parasol bez rączki. Ale najpierw trzeba rozprawić się z tymi patafianami.
- Mordować, gwałcić, przeklinać - ryknęli wszyscy kolektywnie, po czym wypadli przed chatkę. Nikogo już jednak nie było. Pielgrzymka zmyła się tak szybko, jak przybyła. Zostawiła po sobie chlew i oborę nie z tej Ziemi. Poszła, ale za chlew, oborę i zakłócanie spokoju - chuj im w krzyż.


PS. Ten odcinek Kubusia dedykuję wszystkim, którzy co roku stykają się z niszczycielską siłą pielgrzymki.

* "Świeżonka" to kultowa "sieć" barów dla kierowców TIRów przy drodze DK-1 między Częstochową a Łodzią (gdzie indziej może też, ale nie wiem). Serwuje się tam golonkę, żurek i ryby. Każdy bar to stojący na poboczu stary, zardzewiały autobus.




o nas | współpraca | kontakt | Kemu Studio

Copyright © 2000 - 2008 by Kemu Studio



Twńj IP:54.227.51.103